
Polscy piłkarze ręczni po znakomitej grze w drugiej połowie pokonali Duńczyków 27:26 i do drugiej fazy turnieju przystąpią z dwoma punktami, które przywracają nadzieję na walkę o medale i igrzyska w Londynie! Znakomite spotkanie rozegrał Marcin Wichary, który w końcówce dokonywał cudów w polskiej bramce.
Początek nie był najlepszy w wykonaniu podopiecznych Wenty. Przegrywaliśmy już 0:2. Na szczęście już po chwili mieliśmy remis, na listę strzelców wpisali się Michał Jurecki i Grzegorz Tkaczyk. W Hali Pionir Arena dało się słyszeć głośne „Gramy u siebie, Polacy gramy u siebie”!
Trzeba przyznać, że na początku Biało-czerwoni byli chyba lekko spięci co skończyło się dwoma łatwymi stratami, mieliśmy jednak w swoich szeregach Marcina Wicharego, który znakomicie wszedł w spotkanie i odbił trzy trudne piłki, w tym w sytuacji sam na sam. W 11. minucie po golu Tomasza Tłuczyńskiego z rzutu karnego Polacy po raz pierwszy tego wieczoru wyszli na prowadzenie (5:4). Skandynawowie też pokazali kilka ładnych zagrań, szczególnej urody było te Mogensena, który jednym kozłem zwiódł aż trzech polskich defensorów i umieścił piłkę w siatce. Na placu gry pojawili się Karol Bielecki i Kamil Syprzak, niestety po chwili pierwszy z nich trafił w słupek bramki Landina.
Nasz przestój w ataku wykorzystali rywale i po chwili przegrywaliśmy 7:8. Na 10 minut przed końcem pierwszej partii z linii 7 metrów pomylili się zarówno Tłuczyński jak i Eggert. Niestety nasze akcje w ataku mocno straciły na tempie, zwalniać nie zamierzali Duńczycy, którzy już po chwili wygrywali 10:7. Znakomicie grał Landin, który obronił rzuty Jaszki i Jurkiewicza. Z marazmu Biało-czerwonych wyrwała w końcu znakomita asysta młodszego z braci Jureckich, który odegrał na wrzutkę do Kuchczyńskiego, a ten nie zmarnował okazji. W polskiej bramce pojawił się Piotr Wyszomirski. Zawodnicy Ulrika Wilbeka kontrolowali jednak sytuację, do przerwy przegrywaliśmy 10:14.
Już od początku drugiej połowy na parkiecie zobaczyliśmy Krzysztofa Lijewskiego, któremu kontuzja uniemożliwiła występ we wtorkowym meczu z Danią, ale wytrzymał na boisku ledwie kilka minut. Wynik po przerwie otworzył z koła Bartosz Jurecki. Po chwili przechwyt zaliczył Mariusz Jurkiewicz, odegrał do Grzegorza Tkaczyka i zrobiło się 12:14. Niestety w kolejnych minutach nie było już tak dobrze, rywale zbyt łatwo rozrzucali naszą strefę wskutek czego ich przewaga wzrosła do 5 goli (13:18)… Różnica ta utrzymywała się do 40 minuty, kiedy ładnym i skutecznym rzutem z 9 metra popisał się Karol Bielecki. W defensywie nasz zespół przeszedł na ustawienie 5-1 z wysuniętym Adamem Wiśniewskim, który indywidualnie krył Mikkela Hansena.
Nadzieję w serca polskich fanów wlał Tkaczyk zmniejszając straty do 3 bramek (17:20). Szczęście było jednak przy Duńczykach – trafiali nawet po rykoszecie. Na nieco ponad kwadrans przed końcem mieliśmy ogromną szansę na złapanie kontaktu jednak karnego Tkaczyka nogą odbił Landin, kapitan Polaków zrewanżował mu się już po chwili i zrobiło się 19:21! Emocje rosły z sekundy na sekundę, teraz to wicemistrzowie świata zaczęli mylić się w ataku. Do karnego podszedł Tłuczyński i tym razem nie pomylił się - 20:21. Bardzo dobrze grał Wichary, który zastąpił Wyszomirskiego, nasz golkiper również obronił rzut z linii 7 metrów, szybka kontra Michała Jureckiego i mieliśmy remis po 21! Dzięki golom Hansena i doświadczonego Larsa Christiansena rywale ponownie odskoczyli (22:24).
Kolejne znakomite interwencje Wicharego pozwoliły nam jednak szybko wyrównać. Na nieco ponad minutę przed końcem Robert Orzechowski pobiegł do kontry i pewnie pokonał Landina, w tym momencie wygrywaliśmy 26:25. Duńczycy mieli swoją szansę, jednak popełnili faul w ataku. Mieliśmy piłkę, a do końca pozostało ledwie 25 sekund, tej okazji nie można było wypuścić z rąk. Gol Michała Jureckiego wyprowadził nas na dwubramkowe prowadzenie i stało się jasne, że zejdziemy z parkietu jako zwycięzcy!
Polska - Dania 27:26 (10:14)
Dodaj komentarz