Piłka nożna
Siatkówka
Koszykówka
Piłka ręczna
Sporty zimowe
Lekkoatletyka
Moto
Pozostałe
Nie będę ściemniał, że to mecz jak każdy inny, bo to nieprawda - mówi przed hitem PlusLigi Daniel Pliński. - O co chodzi z tą Skrą? Wszyscy gadają tylko o tym - dziwi się Michał Łasko.
Atakujący Jastrzębskiego Węgla ma prawo nie wiedzieć dlaczego mecze bełchatowian z jastrzębianami określane są klasykiem PlusLigi. Do Polski Michał Łasko trafił dopiero w tym sezonie i nigdy nie grał przeciwko PGE Skrze. Nie zna wszystkich anegdotek i legend, jakie obrosły wokół konfrontacji zespołów, które trzykrotnie walczyły w finałach PlusLigi. Za każdym razem – w 2006, 2007 i 2010 roku wygrywali bełchatowianie.
– Właściwie wszystkie nasze mecze były niezwykłe. Choćby ostatnie spotkanie w finale w 2010 roku. Prowadziliśmy 2:1 w setach i 15:8 w czwartej partii. W myślach już chyba piliśmy szampana, ale straciliśmy 10 kolejnych punktów, zdobywając zaledwie 1! Jastrzębie miało w tym secie 9 bloków, a rezerwowy Pedro Azenha aż pięć. Na szczęście wygraliśmy tie-break – wspomina Daniel Pliński, który w dwóch poprzednich finałach stał po jastrzębskiej stronie siatki.
Dodaj komentarz